Podczas jednej z moich pierwszych wypraw do Azji Południowo-Wschodniej, z plecakiem, którego kupiłem na promocji za grosze, zrozumiałem, jak ważne jest odpowiednie dopasowanie sprzętu. Ból pleców, który mnie dopadł po kilku dniach, był jak cios w żebra. Ramiona, biodra, a potem i kręgosłup – wszystko zaczęło odmawiać posłuszeństwa. Wtedy pomyślałem, że jeśli nie chcę rezygnować z podróży, muszę znaleźć sposób, by to zmienić. I choć koszt zakupu idealnego, ergonomicznego plecaka przekraczał mój budżet, nie poddałem się. Zacząłem eksperymentować, improwizować i… odkryłem, że wiele można zrobić samodzielnie, oszczędzając przy tym niemało pieniędzy. To właśnie ta podróż nauczyła mnie, że dopasowanie plecaka to nie luksus, a konieczność.
Podstawy ergonomii plecaka – co powinniśmy wiedzieć, zanim zaczniesz modyfikować
Przede wszystkim, warto pamiętać, że dobrze dopasowany plecak to nie tylko kwestia rozmiaru. To cała filozofia – jak pasy, system nośny czy rozkład ciężaru. Zaczynając od podstaw, kluczem jest długość tułowia. Mierzymy ją od podstawy szyi do kości biodrowej, bo to od niej zależy, czy system nośny będzie pracował na naszą korzyść. Jeśli pas biodrowy jest za wysoko lub za nisko, cała masa będzie się rozkładała źle i szybko odczujemy to w plecach. Z kolei szerokość pasów ramiennych powinna być dopasowana do szerokości naszych ramion – zbyt wąskie mogą uciskać, a zbyt szerokie powodować niepotrzebne tarcie. Pamiętaj też, że ciężar najlepiej rozkłada się na biodra, a nie na ramiona, dlatego pas biodrowy musi dobrze leżeć i być odpowiednio wyregulowany.
Niektórym podróżnikom wydaje się, że im cięższy plecak, tym bardziej się wytrenują. Oczywiście, można się przyzwyczaić, ale to nie jest zdrowe. Optymalny ciężar to około 10-15% masy ciała. U mnie, przy 70 kg, to było max 10 kg na plecach. Mało? Może, ale właśnie tak się zaczyna od ergonomii. A potem… można zacząć działać kreatywnie, żeby jeszcze bardziej poprawić komfort.
DIY – jak dopasować plecak, nie wydając fortuny
Oto kilka sprawdzonych sposobów, które sam wypróbowałem i które pomagają wielu innym podróżnikom. Pierwsza rzecz – wypełnienie systemu lędźwiowego. Pamiętam, jak podczas trekkingu w Nepalu w 2015 roku, z plecakiem, który miał zbyt miękkie wsparcie, odczuwałem ciągłe naciski. Wrzuciłem do środka starą karimatę, zwinąłem ją w rulon i wsunąłem pod pas biodrowy. Niezły efekt! Współpracowałem też z taśmami recyklingowymi – zawiązałem je wokół pasów, aby je lepiej dopasować do bioder. Działało to świetnie, i co najważniejsze, nie kosztowało nic.
Jeśli szelki są uciskające, można je wzmocnić, dodając do nich piankę – np. z recyklingu lub resztek z maty. Papierowe lub silikonowe klipsy, które odblokowują system regulacji, mogą pomóc w szybkim ustawieniu pasów. Użyj starej skarpetki albo kawałka miękkiej tkaniny, aby wypełnić puste przestrzenie między klamrami a paskami. Efekt? Lepsze rozłożenie ciężaru i mniej bólu.
Pakowanie to kolejna sztuczka. Ciężkie rzeczy, takie jak namiot czy butelki z wodą, najlepiej umieścić blisko pleców, na środku, tak by masa była stabilna. Lżejsze elementy można rozłożyć na zewnątrz, a wszystko dobrze spiąć paskami kompresyjnymi. Mam też swoją metodę na zabezpieczenie plecaka przed deszczem – używam starych plandek albo nawet reklamówek, które można szybko rozpiąć i wsunąć na plecak. Oszczędność? Całkiem spora, a efekt równie dobry jak drogie pokrowce.
Zmiany, które zauważyłem w branży i co z tego wynika
Na przestrzeni ostatnich lat widać coraz więcej plecaków z regulowanymi systemami nośnymi – nawet te budżetowe, bo producenci zdają sobie sprawę, że to klucz do sukcesu. Jednak często to tylko marketing, bo w praktyce nie wszystko da się idealnie dopasować bez własnych modyfikacji. Z drugiej strony, rośnie dostępność materiałów do napraw – pianki, taśmy, zamki, które można kupić w sklepach DIY albo zamówić online za grosze.
Coraz więcej podróżników zaczyna też poszukiwać używanych plecaków, bo to nie tylko oszczędność, ale też ekologiczne rozwiązanie. Wielu z nich odkupuje sprzęt od innych, a potem samodzielnie dopasowuje go do siebie. Technologia druku 3D też wkroczyła do akcji – można zamówić spersonalizowane elementy, np. klamry czy podpórki, które pasują dokładnie do naszego modelu. To wszystko sprawia, że samodzielne poprawki i modyfikacje stają się coraz popularniejsze.
Warto też zwrócić uwagę, że branża zaczyna się powoli uczyć od podróżników. Na YouTube pojawia się coraz więcej poradników DIY, a społeczność dzieli się doświadczeniami. W końcu, czy naprawdę trzeba wydać fortunę na markowy plecak, żeby podróżować komfortowo? Moim zdaniem, nie – wystarczy odrobina chęci, trochę wiedzy i odrobina kreatywności.
Podsumowując – dopasuj plecak, a nie portfel
Chyba nikt nie chce spędzić kolejnych dni z bólem pleców, które psują nawet najbardziej ekscytujące wyprawy. Jednak rozwiązanie nie zawsze musi oznaczać wydanie dużych pieniędzy. Często to kwestia własnej inwencji, odrobiny cierpliwości i chęci eksperymentowania. Dla mnie najważniejsze jest, żeby plecak był jak dobrze dopasowany partner – wierny, wytrzymały i gotowy na wszystko.
Jeśli masz w domu stary plecak, nie rzucaj go od razu na śmietnik. Spróbuj popracować nad nim, dodać piankę, zmienić ustawienia, a może znajdziesz własny patent, który poprawi komfort Twojej podróży. Bo przecież nie chodzi o to, ile wydałeś, tylko jak dobrze potrafisz się z tym sprzętem zaprzyjaźnić. A potem? Ruszaj na szlak, pewny, że Twój własnoręcznie dopasowany plecak nie zawiedzie nawet w najdalszej wyprawie.